I znowu jest prawie-zen.
Zatem ona, że gratuluje, a ja jej na to, że jadę samochodem i właśnie mam zielone, do widzenia. Następnie wsunęłam wypielęgnowane pumeksem, stopy w zdobne laczki i lekkim krokiem udałam się pod prysznic. Do widzenia.
Wiem, nie powinnam szydzić z uczucia, zwłaszcza, że może być prawdziwe. NO PILNUJCIE GO, ŻEBY GO Z N O W U